13 maja 2026

Komu zabrać pieniądze?

Wczoraj doszło do ważnego wydarzenia w temacie inwestycji miejskich. W końcu po kilku miesiącach od rozpoczęcia procedury przetargowej otwarto oferty potencjalnych wykonawców. Najważniejsza wiadomość, że jest drożej niż planowano.

Rozpoczęta procedura wieńczy częściowo długą sagę, poniekąd rozpoczętą jeszcze w czasach poprzedniego prezydenta Janusza Marszałka. Wtedy zamówiono pierwsze ekspertyzy dotyczące stanu kompleksu sportowego i pierwsze koncepcje. Z okazji planowanej, ale niedoszłej olimpiady w Krakowie zimowej zamówiono pierwszą koncepcję przebudowy i rozbudowy lodowiska. W ostatnich latach, często wbrew środowisku sportowemu i społecznemu, forsowano aktualny pomysł przebudowy stadionu. W czasie styczniowej sesji budżetowej Rady Miasta doszło do poważnej wymiany zdań, gdzie część radnych opozycji wyraźnie wyartykułowała, że: proponowany obiekt nie spełnia oczekiwań wielu przyszłych użytkowników, inwestycja jest znacząco ponad aktualne możliwości miasta i pomija się wiele innych potrzeb mieszkańców Oświęcimia wydając pieniądze w taki a nie inny sposób. Sprawę w radzie przepchnięto kolanem, a prezydent ogłosił przetarg. Na osłodę minister sportu dołożył 37 milionów złotych do inwestycji. Nadal nie wiadomo, za co miasto wyremontuje główną halę.

Urząd miasta zabezpieczył w wieloletniej prognozie finansowej kwotę 94 485 887,00zł na pierwszy etap inwestycji. W czasie otwarcia ofert zamawiający, w tej roli występuje MOSiR, ogłosił kwotę przeznaczoną na realizację w wysokości 93 milionów złotych. Jest ona o ponad pięć milionów mniejsza od najniższej oferty ARCO System w wysokości 98,3 milionów złotych, a uwzględniając limit z WPF niecałe 4 miliony złotych. 

Oczywiście otwarcie ofert nie przesądza jeszcze o wyniku postępowania przetargowego. Można się spodziewać, że zamawiający oraz każdy z potencjalnych wykonawców dokładnie zbada wszystkie oferty i być może dojdzie do zmian na podium z powodu odrzucenia części ofert z powodów proceduralnych lub odwołań konkurentów. Wśród oferentów są firmy znane z bardzo agresywnego pozyskiwania zamówień w przetargach publicznych i wiadomo, że nie będzie odkładania nogi. Dlatego twierdzenie Urzędu Miasta o zakończeniu procedury w czerwcu należy traktować jako pobożne życzenie. Oceniam, że termin rozstrzygnięcia będzie bliżej sierpnia, co wynika z narzuconego terminu ważności ofert.

Bez względu na to, kto ostatecznie podpisze umowę, prezydent miasta ma w tej chwili kłopot. Budżet inwestycji musi być zwiększony co najmniej o pięć milionów. Gdyby konkurentom udało się wyrzucić z przetargu zarówno lidera jak i ewentualnie kolejne firmy to kwota zwiększenia budżetu inwestycji może sięgnąć nawet 20 milionów złotych, gdyby wygrał najdroższy Budimex. Opcją w takiej hipotetycznej sytuacji może być unieważnienie postępowania przetargowego i rozpisanie nowego przetargu z nowym budżetem. Nie wolno też zapominać, że każda wieloletnia realizacja kosztuje więcej niż cena podana w dniu rozstrzygnięcia przetargu. Pojawiają się roboty dodatkowe, wykonawcy żądają zmian umów i inne powody. Oznacza to, że pewnie wiele wydatków inwestycyjnych nie zostanie zrealizowana. Jakiś remont chodnika, jakaś nowa droga osiedlowa  czy inny potrzebny dla większości mieszkańców wydatek może być odłożony w czasie. Tak wygląda ta brzydsza część sztandarowej inwestycji Janusza Chwieruta.





05 maja 2026

Czas na zmianę nazwy stacji "Dwory"

Mija 72 lata od ostatniej zmiany granic Oświęcimia. W październiku 1954 roku uchwałą Wojewódzkiej Rady Narodowej w Krakowie nasze miasto powiększyło się o następujące wsie lub ich części: Babice, Brzezinka, Dwory I, Klucznikowice, Monowice, Stare Stawy i Zaborze.

W wyniku tej rozbudowy miasto znacznie powiększyło swoją powierzchnię. Wraz z nowymi terenami połączyliśmy tradycje tych miejsc, ale też infrastrukturę. Jedną z takich rzeczy jest bezpośredni dostęp do sieci kolejowych. Linia kolejowa położona po lewej stronie Soły oddziela od tej pory Babice, Brzezinkę i Broszkowice od miasta. Po prawej stronie linia biegnie w kierunku Krakowa i w dawnej wsi Dwory istnieje druga stacja kolejowa w Oświęcimiu czyli "Dwory". Mimo upływu lat, znaczącej modernizacji linii kolejowej w ostatnich latach nazwa stacji pozostała.
Przyczyn pewnie jest wiele. Przez taką a nie inną politykę informacyjną oraz transportową "Dwory" mają wyłącznie marginalne znaczenie. Stacja ma swój potencjał, tuż przy peronie jest pętla autobusowa do której dojeżdża sporo kursów autobusów, w godzinach szczytu nawet co pół godziny. Mimo to nikomu nie zależy na wypromowaniu tej możliwości korzystania z podróży w kierunku Krakowa. Szkoda tym bardziej, że w "Planie zrównoważonego rozwoju publicznego transportu zbiorowego dla gmin, dla których organizatorem jest Miasto Oświęcim" (linkz 2023 roku w tym miejscu powinien powstać punkt przesiadkowy razem z infrastrukturą parkingową. Pasażerowie wsiadający i jadący do Krakowa w Dworach mogliby oszczędzić około 10 minut plus kolejne zaoszczędzone na podróż do stacji "Oświęcim". Póki co autobusy dojeżdżają, ale niekoniecznie są synchronizowane z odjazdami pociągów. Do tego budynek stacji wymaga pilnego kapitalnego remontu, a na stacji brak choćby automatów biletowych.
Brak rozpoznawalności tego miejsca przez brak informowania potencjalnych pasażerów współgra z nielogiczną dla wielu nazwą "Dwory". Mimo ponad 70 lat władze miasta nie są zainteresowane, by ten temat wyprostować i choćby tym symbolicznym gestem przyłączyć na stałe dawną wieś do miasta. Najlepszym momentem na to była modernizacja linii kolejowej nr 94. Nie zrobiono tego, a władze miasta mimo obietnicy złożonej lata temu jednemu z radnych nie wystąpiły z odpowiednim wnioskiem. Czy w końcu nasze miasto zadba o poprawną nazwę?

16 lutego 2026

Kabaretowa kontrola schroniska. Kiedy wybudujemy nowy azyl?

Kilka tygodni temu przez Polskę przeszła fala oburzenia spowodowana stanem opieki nad zwierzętami w schroniskach. Zaczęło się od zamknięcia obiektu w Bytomiu. Później sprawą zainteresowały się najważniejsze osoby w Polsce. Minister MSWiA Marcin Kierwiński zarządził kontrole we wszystkich zarejestrowanych schroniskach.

Oświęcimski "Kamyczek" znalazł się w raporcie pokontrolnym wśród kilku najgorszych schronisk w kraju, co zostało zakomunikowane szeroko w mediach. Sprawa ta zapewne zmroziła władze miasta i osoby jej przychylne. Mimo weekendu od rana na profilach facebook'a prywatnych i służbowych tworzono chwytające za serce opowieści o wspaniałych warunkach życia "naszych słodziaków" okraszone bogato zdjęciami różnych zwierząt. Publikowano protokoły pokontrolne. Jednocześnie władze miasta uderzyły do "wszystkich świętych", w tym warszawskich, by odwołać te informacje. W środku weekendu odpowiedni inspektor weterynarii musiał napisać oświadczenie, z którego wynikało, że nie stwierdzono naruszenia dobrostanu podopiecznych. Na koniec przeprowadzono kolejną kontrolę, gdzie sprawy pilnowała sama Wicemarszałek Sejmu pani Dorota Niedziela. Czy jedna z dziesięciu najważniejszych osób w kraju musiała tu być? Chyba tylko po to, by upewnić się co do jakości "różowych okularów' kontrolujących. Nie widzę innego powodu. Ostatecznie cała energia poszła w kierunku przekazania mieszkańcom, że to tylko uchybienia formalne czyli "papiery". A nawet rzekoma nadgorliwość osób kontrolujących.

Czy tak było? Dziennikarze w ciągu kilku dni ustalili, że w poprzednim roku doszło do kilku zdarzeń, gdy schronisko było chwilowo przepełnione. Ktoś jednak ustala zasady i później je egzekwuje po to, by nie doszło do dramatów z Bytomia, Sobolewa czy ostatnio z Kuflewie. Atakując kontrolerów czy też robiąc im nadzór w czasie pracy ryzykujemy, że kiedyś ktoś nie zareaguje na krzywdę. Tym bardziej, że mieliśmy przykłady, gdy wysocy urzędnicy ostentacyjnie ogłaszali zgodność z przepisami, mimo że dotyczyło to obiektów od dawna będących na cenzurowanym jak wspomniane Sobolewo. Wolałbym więcej zimnej krwi w zachowaniu naszej władzy w czasie kryzysów niż pokazano nam to w tamten weekend.

Pamiętajmy, że mimo co najmniej dwóch remontów, to ciągle jest odpicowana rudera przeznaczona w bliżej nieokreślonej przyszłości do rozbiórki. Budynek, którego się nie da rozbudować, a pracownicy muszą pracować w tymczasowym kontenerze. Obiekt, który nie spełnia podstawowych wymagań rozporządzenia ministra rolnictwa jak: brak lokalizacji na terenie zalewowym czy minimalnej odległości od zabudowań. W latach 2017-20 podjęto poważne kroki, by ten stan zmienić. Wybrano lokalizację, uchwalono zmianę planu miejscowego, zakupiono projekt i wizualizację. Wystąpiono także do starostwa o podarowanie nieruchomości. Co ważne Janusz Chwierut umieścił w swoim programie wyborczym budowę nowego schroniska. Czy zamierza to zrealizować? Wydał na ten cel już co najmniej 200 tys. złotych. Czy może czekamy aż kolejna powódź zrobi szkody, jak choćby w 2010 roku? W kampanii w 2024 nadal ta budowa była na liście spraw do zrobienia. Schronisko w obecnej lokalizacji uratowały dwa zdarzenia: upadek Life festivalu oraz odstąpienie od budowy "mostu duchów". Lokalizacja na Kamieńcu ma swoje plusy, ale ostatnie afery skłoniły Najwyższą Izbę Kontroli do kontroli schronisk, a minister Marcin Kierwiński zapowiedział "dokręcenie śruby", także na niwie zmiany prawa. Temat budowy lub znaczącej przebudowy schroniska tak czy owak do nas wróci. Od nas zależy czy będzie to "pod kontrolą" czy będziemy przymuszeni okolicznościami.


Rys. Wizualizacja nowego schroniska w Oświęcimiu z 2017 roku.


26 czerwca 2025

"... a ze Stawów jakoś sobie dojadą"

Czerwiec to czas zbliżających się wakacji szkolnych i przedszkolnych. Dla rodziców maluchów od lat podjęcie zajęć w publicznym przedszkolu w kolejnym roku wymaga przejścia corocznego naboru. Naboru, który czasem ma zaskakujący finał. Na przykład nowe przedszkole na Starych Stawach nie przyjmie najmłodszych przedszkolaków.

Od zeszłego roku na osiedlu "Stare Stawy" istnieje zespół żłobkowo-przedszkolny przy ul. Ceglanej. Formanie są to dwie oddzielne placówki: Miejski Żłobek nr 2 i Miejskie Przedszkole nr 1. Oddano je do użytku kosztem blisko 20 milionów złotych po wielu latach zmagań związanych z inwestycją a na końcu polityczną awanturą o finansowanie budowy. Zgodnie z planami miało być 96 miejsc w żłobku oraz 100 miejsc w przedszkolu. Lokalizacje nowej placówki uzasadniano szybkim tempem rozwoju osiedla "Stare Stawy", dużą ilością młodych rodzin i w związku z tym potrzebami wychowawczymi. Do tej pory mieszkańcy osiedla byli skazani na korzystanie z odległych placówek miejskich lub z dużo droższej oferty komercyjnej dostępnej na miejscu. Budowa infrastruktury społecznej pozwalała przypuszczać, że dzielnica w końcu przestaje być traktowana jako drugorzędna na tle innych w naszym mieście.

22 lutego 2024

Dobra oferta transportu zbiorowego wypiera słabą

Początek roku przyniósł informację o wycofaniu się niektórych firm transportowych z rynku przewozów osób. Szczególnie dotknęło to gminy na trasie kolei z Oświęcimia do Krakowa przez Zator i Spytkowice. 

Powodem była konkurencja ze strony kolei, która w ostatnich kilkudziesięciu miesięcy powróciła na tę trasę i błyskawicznie zaczęła bić rekordy powodzenia. Busiarze odczuli to bardzo dotkliwie. Jedni się wycofali, inni ograniczyli swoją ofertę. Dochodzi do niespotykanych wcześniej sytuacji, jak wójtowie i burmistrze muszą pertraktować wysokość dotacji z przedsiębiorcami.
To jest przykład zmian na rynku. Kiedyś oferta busiarzy była atrakcyjna. Dużo kursów w atrakcyjnych porach, szybki przejazd, przystępna cena biletów. Była też ciemna strona biznesu. Przeładowane do granic możliwości pojazdy, częste nie nabijanie na kasę fiskalną utargu, brak kursów w niepopularnych porach. Konkurencja busiarzy była jedną z przyczyną upadku dużych przewoźników, szczególnie w latach dziewięćdziesiątych. Wzbogacenie się społeczeństwa przeniosła część pasażerów do prywatnych samochodów. Poważne potraktowanie modernizacji transportu zbiorowego, szczególnie kolei, oznacza wypieranie busów z rynku.
Jest to jeden z przykładów, że jeśli stworzyć cywilizowane warunki podróżowania za przystępną cenę, to pasażerowie chętnie korzystają z transportu zbiorowego. Oświęcim ma na pewno duże potrzeby w tym temacie. Jak donosi GUS, w 2021 roku około 6 tysięcy oświęcimian dojeżdżało do pracy w innej gminie. Do Oświęcimia przyjeżdża około 9 tysięcy pracowników, do tego uczniowie, studenci i turyści. Po mieście krąży więc nawet kilkanaście tysięcy podróżujących codziennie. Nadal brak w naszym mieście wizji i determinacji by uporządkować ten wielki ruch. W konsekwencji na wylotówkach z miasta w godzinach szczytu tworzą się korki, których w innych porach zazwyczaj nie ma.
Oświęcimska infrastruktura do obsługi transportu zbiorowego przez ostatnie kilkanaście lat została rozmontowana. Kiedyś istniał dworzec PKS, na placu Kościuszki było centrum przesiadkowe, z kilku innych miejsc możliwe było rozpoczęcie podróży. Pasażerowie wiedzieli, gdzie się udać, by znaleźć odpowiedni środek podróży w wybranym kierunku w najbliższej okolicy. W tej chwili jest dość duży chaos. Jeśli ktoś nie jest na bieżąco, to musi szukać po całym mieście przystanku w kierunku Krakowa, Chrzanowa, Kęt czy innych miejsc. Od dłuższego czasu obserwuje, że ta potrzeba jest konieczna do uregulowania za pomocą dworca autobusowego, ewentualnie za pomocą nowych przystanków kolejowych zintegrowanych z komunikacją autobusową. Widać to po komentarzach internautów praktycznie pod każdym artykułem na ten temat. Co ważne, ten temat jest w zasadzie opracowany przez Urząd Miasta i są gotowe pomysły na rozwiązanie tych problemów. Czy w najbliższych czasach temat transportu zbiorowego zacznie być traktowany priorytetowo? Liczne ugrupowania szykujące się do wyborów od dłuższego czasu poruszają ten temat. Daje to nadzieję, że po wyborach utworzy się koalicja na rzecz uporządkowania spraw transportu zbiorowego i w ślad za tym pójdą realne działania. Ważne by działać systemowo. Kłopoty Zatora czy Spytkowic są również widoczne w innych miejscowościach pogranicza powiatów oświęcimskiego, chrzanowskiego i wadowickiego. Dotyka to przede wszystkich uboższych ludzi, ale też uczniów i studentów. Ważne, by wykluczenie komunikacyjne nie odebrało dostępu do nauki i medycyny.